Serwis centrumzyciairodziny.org używa plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie. Rozumiem Polityka Cookies .

Przywróćmy sumienie Norwegii - wywiad z dr Jachimowicz

Z dr Katarzyną Jachimowicz rozmawia Izabela Normantowicz

 

Izabela Normantowicz: Ostatnio usłyszałam takie zdanie: „Twoja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”. Jak można to odczytać w przypadku kobiety, która chce założyć spiralę albo poddać się aborcji, a na jej drodze stoi lekarz, któremu sumienie nie pozwala podjąć się takiego działania? Czyja wolność w takim przypadku jest ważniejsza?

Dr Katarzyna Jachimowicz: Trzeba się przyjrzeć obu stronom. Ja jako lekarz mam obowiązek zapewnić świadczenia, o które pacjentka prosi i które należą jej się prawnie. Prawa nie jestem w stanie zmienić. Jeżeli odmawiam, muszę więc jednocześnie zapewnić pacjentce dalszą opiekę i wskazać lekarza, który wykona to, o co ona prosi. Krótko mówiąc – muszę zaproponować inne rozwiązanie tej sytuacji. I tak de facto robiłam. W swojej karierze przeprowadziłam wiele rozmów z pacjentkami, które chciały otrzymać skierowanie na aborcję. Spokojnie im wyjaśniałam, na czym ona polega i kierowałam do innych lekarzy. Natomiast jeśli chodzi o spirale, zgodnie z prawdą mówiłam, że nie umiem ich zakładać. Nie wchodziłam w dyskusje i tłumaczenie etyczne, gdyż uważam, że to byłoby naruszeniem prywatności pacjentów. A w tym przypadku tę możliwość – w sensie niewykonania czynności – miałam zagwarantowaną prawnie. W związku z tym myślę, że przy odrobinie dobrej woli można znaleźć wyjście z sytuacji bez naruszenia granic wolności sumienia. Nie spotkałam się ani razu z negatywną reakcją. Jedyne nieporozumienia pojawiały się, gdy pacjentka nie była wcześniej poinformowana, że nie uzyska tego, po co idzie. Jest to więc kwestia rzetelnej informacji przed wizytą.

Jakie są motywacje kobiet/dziewczyn przychodzących do gabinetów ginekologicznych i żądających aborcji?

W tej chwili w Norwegii pacjentka może iść bezpośrednio do lekarza pracującego w szpitalu, zamówić wizytę i dokonać aborcji. Do 12. tygodnia ciąży aborcja jest przeprowadzana na życzenie, a do 18. – ze wskazaniami medycznymi. Jest też dopuszczalne wykonanie aborcji jednego dziecka w przypadku ciąży bliźniaczej. Rozmowy, które przeprowadzałam z moimi pacjentkami dotyczyły motywacji tzw. życiowych – studia, nie ten wiek/czas, niestabilny partner, brak finansów, brak przygotowania. Oczywiście dla tych pacjentek są to powody istotne, ale nie był to wybór „życie kontra życie”. To nie był dylemat na poziomie moralnym.

A jak sytuacja wygląda w przypadku gwałtu? I czy można określić, ile zdarza się przypadków „życie za życie”?

Nie spotkałam się z taką sytuacją. Statystyki pokazują, że główną przyczyną podjęcia decyzji o aborcji jest kontynuacja edukacji, problemy z pracą i przyczyny ekonomiczne. Zawsze, gdy jest mowa o aborcji podnosi się właśnie te przyczyny i mają one stanowić uzasadnienie aborcji jako takiej. To jest oczywiście traumatyczne przeżycie i ja nie podejmuję się przeprowadzić pogłębionej refleksji na ten temat. Znamy przypadki kobiet, które ryzykowały własnym życiem, żeby dać życie dziecku. Jeden z moich wykładowców powtarzał, że w takich sytuacjach trzeba ratować obydwoje, i matkę i dziecko. Co do sytuacji gwałtu, należałoby się zastanowić czy do jednej tragedii jakim jest gwałt należ dokładać drugą, czyli zabicie dziecka. Argumenty o zagrożeniu życia matki lub ciąży z gwałtu powtarza się jako uzasadnienia dla aborcji jako takiej i myślę, że taka argumentacje jest pewną manipulacją.

Jak pokazują liczne badania, więcej aborcji u nastolatek wykonuje się w krajach, gdzie jest propagowana i wdrożona edukacja seksualna. Norwegia jest jednym z nich. Czy obserwuje Pani zależność pomiędzy edukacją seksualną a liczbą i powszechnością aborcji?

W Norwegii dziewczyny mogą otrzymać tabletki antykoncepcyjne bez wiedzy rodziców. Pojawia się tylko kwestia informacji medycznej, dotyczącej przeciwwskazań. Ponadto od 16 do 20 roku życia antykoncepcja jest bezpłatna. Refundacja jest do ceny najtańszego leku. Pacjentka dopłaca ewentualną różnicę ponad ten limit. Natomiast ellaOne jest dostępna bez recepty w aptece, a czasem nawet w zwykłych sklepach, na stacjach benzynowych, w sklepach spożywczych. Według statystyk z ostatnich lat liczba aborcji ma niewielką tendencję spadkową, a największy spadek zanotowano właśnie w grupie nastolatek. Tłumaczy się to dostępnością antykoncepcji i edukacją. Mogłoby się wydawać, że jest to najskuteczniejszy sposób. Tymczasem nadal 20% ciąż kończy się aborcją, a w ciągu 30 lat dostępności aborcji na życzenie uśmiercono pół miliona istnień ludzkich. Jak można zmniejszyć liczbę aborcji mówiąc jednocześnie, że poczęte życie to jedynie zlepek komórek? Dzieci i młodzież są uczone, że seks jest podstawową funkcją fizjologiczną, potrzebą którą można zaspokajać, gdy się ma na to ochotę. Należy się tylko zabezpieczyć. Edukacji tej nie towarzyszy refleksja natury etycznej, np. odpowiedzialność za drugą osobę, budowanie trwałego związku, itd. Jest w tym jakiś dramat, że ludzie są doskonale wyedukowani seksualnie, ale nie umieją zbudować stabilnej rodziny. Panuje dogmat, że skuteczna antykoncepcje rozwiąże wszystkie problemy.

Rozumiem, że jest to rozwiązywane systemowo. Jak do tego podchodzą rodzice? Dają przyzwolenie, czy się tym po prostu nie interesują?

Rodzice uważają, że tak ma być. Skoro dziecko chce współżyć, należy dziecku w tym pomóc i tyle. Natomiast są osoby, którym zależy na ograniczeniu wpływu rodziców na edukację seksualną. W Ośrodkach Zdrowia (norweskie Helsestasjon), w których wykonuje się szczepienia, jednocześnie funkcjonuje profilaktyka antykoncepcyjna, a dzieci oraz młodzież są odpowiednio „edukowani”. Każda dziewczyna może tam przyjść bez wiedzy i zgody rodziców. I nie są to działania przypadkowe ‒ edukatorzy chcą uniknąć sytuacji, w której rodzic mógłby mieć wątpliwości i zastrzeżenia do ich działalności.

Czyli to, przed czym my się jeszcze bronimy, w Norwegii już funkcjonuje? I jest normą?

Tak, to funkcjonuje. Ciążę również można usunąć bez wiedzy rodziców. Dziewczyna może sobie zażyczyć, żeby nie informować ojca i matki. Ona chce usunąć dziecko i koniec kropka, a my mamy to zrobić. Myślę, ze warto bronić polskiego modelu. Edukację seksualną łatwo zamienić na seksualizację. W Norwegii pielęgniarki z Helsestasjon maja obowiązkowe zajęcia z dziećmi i młodzieżą oraz muszą prezentować „jedyną słuszną wizję”. Rodzice nie mają na to wpływu.

Jak wygląda prawo aborcyjne w Norwegii?

Do 12. tygodnia ciąży aborcja jest przeprowadzana na życzenie, a do 18. ze wskazaniami medycznymi. Plus oczywiście redukcja ciąż bliźniaczych. Ciążę bliźniaczą, która nie była planowana można na życzenie zlikwidować. Co więcej jest to też dostępne jako „usługa turystyczna”. Czyli, jeżeli pacjentka jest akurat z wizytą turystyczną w Norwegii i nagle sobie pomyśli, że ona jednak nie chce tego „dodatkowego dziecka”, to skoro jeszcze nie minął 12. tydzień, może zgłosić się do poradni ginekologicznej i uzyskać tu „pomoc”. Jest to przecież „stan wymagający natychmiastowej pomocy medycznej”. Czyli zapraszamy wszystkie kobiety z ciążami bliźniaczymi i usuwamy „dodatkowe” dzieci. Redukcja ciąż bliźniaczych spowodowała bardzo silny odzew środowisk bliźniaków. Nagle do nich dotarło: „Dlaczego któregoś z nas miałoby nie być? Jakby to z nami było, gdybym nie miał brata bliźniaka?”. Niestety mimo protestów, również środowisk chrześcijańskich, prawo weszło w życie.

Jak funkcjonuje Kościół katolicki w Norwegii? Jaka jest jego rola w społeczeństwie oraz czy i jaki ma wpływ na prawodawstwo?

Kościół katolicki jest mniejszością. Większość to Kościół protestancki – luterański. Dwie największe mniejszości religijne to katolicy i muzułmanie, i co ciekawe liczba ich jest niemal identyczna – ok. 160 000. Kościół katolicki w Norwegii to w większości Polacy. Są oczywiście również emigranci z innych krajów katolickich Wietnamczycy, Filipinczycy, Węgrzy, Litwini itd. Natomiast wśród Norwegów praktycznie nie ma rodowitych katolików. Występuje jednak zjawisko konwersji na katolicyzm – to byli protestanci. Ci, którzy się nawracają, są norweską śmietanką intelektualną – filozofowie, teolodzy, pisarze, lekarze. Są to osoby z bardzo dużą wiedzą. Dla mnie, osoby która wyrosła w katolickim kraju, pewne rzeczy są oczywiste. Dla nich już niekoniecznie. Oni uczą się prawdziwego katolicyzmu, są zaangażowani, ale jednak nadal przesiąknięci tym, w czym wyrośli. Brakuje im tego, co u nas niesie katolicyzm ludowy, takiej codzienności w tym wszystkim. Chrześcijanie w Norwegii jako tacy, jak już wspominałam, to przede wszystkim protestanci. Ale nie są bierni. Jest wiele konserwatywnych środowisk protestanckich, które bronią wartości życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Bardzo aktywnie w tej dziedzinie działa np. Chrześcijańskie Stowarzyszenie Lekarzy. Stanowią oni silną grupę opiniotwórczą w tematach bioetycznych. Gdy moja sprawa wyszła na jaw, prezes tego Stowarzyszenia, dr Magnar Kleiven, zauważył, że w momencie pojawiania się pytań o charakterze etycznym, coraz częściej są one kierowane do niego i zaczyna rosnąć znaczenie Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Lekarzy. Jest to środowisko już zauważalne i z autorytetem, a powstało wokół lekarzy, którzy sprzeciwiali się aborcji 30 lat temu. Są to osoby świadome swoich chrześcijańskich korzeni i potrafiące ich bronić. Dla mnie było to bardzo pozytywne doświadczenie współpracy ekumenicznej. Myślę, że wyznawcy Chrystusa są widzialnym znakiem dla świata, jeśli działają razem.

Czy czuje Pani wsparcie z ich strony?

Bardzo duże. I ludzkie, i finansowe, i moralne. W Stowarzyszeniu jest zaledwie 1000 lekarzy, ale to już wystarczyło, żeby coś robić. Ja wniosłam chyba coś, czego nie robił jeszcze nikt inny. Do tej pory pojawiały się głosy na zasadzie: „a my uważamy, że tak powinno być”, ale od mówienia niewiele rzeczy się dzieje. Pewne rzeczy można zmienić tylko, gdy podejmie się walkę na drodze sądowej. Muszą też znaleźć się ludzie, którzy będą w stanie coś zaryzykować. Wartość niektórych prawd objawia się w też przez to, ile ktoś zechce zapłacić za te prawdy. Magnar Kleivan, sekretarz Stowarzyszenia stał się niemal moim rzecznikiem prasowym- konsultuję z nim wypowiedzi do prasy po norwesku. Byłam kilkukrotnie na zjeździe stowarzyszenia - ostatnio dostałam wieki bukiet kwiatów w dowód uznania. To mała rzecz, ale stanowi fizyczny dowód wsparcia. Wszyscy byli zainteresowani przebiegiem sprawy, dopytywali się, zapraszali na spotkania w lokalnych grupach NKLF itd.

A Panią dużo to wszystko kosztowało…

Nie ma chrześcijaństwa bez krzyża. I jeśli idąc za Jezusem nie spotykamy krzyża, to może uprawiamy takie pluszowe chrześcijaństwo. Nie można mówić raz tak, a raz tak i zmieniać swojej postawy w zależności od sytuacji. Moje środowisko – lekarze, moi pacjenci – znało mnie jako katoliczkę. Wszyscy znali moje poglądy , wiedzieli że nie kieruję na aborcje i nie zakładam spirali itd. I gdybym w pewnym momencie powiedziała, że zmieniam zdanie, to byłby to grzech zgorszenia publicznego. Nie mogłam na to pozwolić, źle bym się z tym czuła do końca życia. Tym bardziej, że wszyscy moi pacjenci mówili: „no tak, Ty masz takie poglądy, bo Ty jesteś katoliczką”. Dla nich to było tak oczywiste zaakceptowali mnie taką jaka jestem. A co do tego, że dużo mnie to kosztowało, muszę przyznać, że nie jest łatwo zacząć nową specjalizację w moim wieku i to w dodatku w obcym języku. Ale kto powiedział, że będzie łatwo...

W takim razie jak inni lekarze sobie radzą z takimi sytuacjami, kiedy przychodzi do nich pacjent i chce od nich czegoś, co stoi w sprzeczności z ich sumieniem?

Takich to już chyba nie ma. A przynajmniej oficjalnie ma nie być. Nie ma możliwości stosowania klauzuli sumienia w medycynie rodzinnej. Natomiast można stosować klauzulę sumienia w szpitalach – ginekolog może odmówić wykonania aborcji, ponieważ można odmówić bezpośredniego wykonania czynności prowadzącej do śmierci dziecka. Natomiast założenie spirali nie jest wykonaniem czynności prowadzącej do śmierci dziecka, ale powodującej, że poczęte życie będzie sukcesywnie zabijane. Gdy tak się spojrzy, można zobaczyć podobieństwo.

Co dalej w Pani sprawie będzie się działo na płaszczyźnie prawnej?

Druga instancja 31 października 2017 r., a potem w zależności od efektu – Sąd Najwyższy i Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Jest to bieg długodystansowy i nie da się pobiec na skróty, cały proces może trwać kilka lat. Ja spokojnie robię to, co mam w międzyczasie do zrobienia – zajmuję się rodziną i nową specjalizacją – i staram się nie myśleć o tym, co będzie. Trzeba mieć żelazne nerwy. Podchodzę do tego psychologicznie i zadaję sobie pytanie: „Co będzie, jeśli przegram nawet w Strasburgu?”. Zawsze dochodzę do tego samego wniosku – otóż nic nie będzie. Objawi się tylko to, co ma być może ujrzeć światło dzienne, a mianowicie, że Norwegia nie przestrzega praw człowieka. Niech zajmą się tym politycy, bo to już nie jest moja rola. Moim zadaniem jest obrona życia i postępowanie zgodnie z sumieniem. A wiem, że to porusza ludzkie sumienia- dostaję dużo listów i wiadomości na portalach społecznościowych. A do czego konkretnie je obudzi, co się zmieni – tego już nie wiem i nie mam na to wpływu. Gdyby moim celem była jedynie wygrana w procesie, to przegrałabym już na starcie.

Czy polscy lekarze mają się czego obawiać w związku ze stosowaniem klauzuli sumienia? Przecież prawo stoi po ich stronie.

Jak mówię: to jest metoda „salami”, czyli odcinanie po milimetrze. Póki jeszcze jest taka możliwość, trzeba o tym głośno mówić i walczyć o prawo do wolności sumienia i postępowania w zgodzie z nim. Pierwsza myśl, jaka mi się nasunęła: „Matko Boska w Norwegii już nic nie da się zrobić, ale przynajmniej trzeba dać znać ludziom w Polsce, żeby bronili życia, bo jeszcze mogą”. Cieszę się, że moja sytuacja jest kolejnym impulsem do obrony prof. Chazana i lekarzy postępujących w zgodzie z klauzulą sumienia. Trzeba w Polsce reagować na każdy przejaw łamania sumienia lekarzy, bo w przeciwnym razie zabraknie lekarzy, którym na tym zależy. Zmiany będą następować dyskretnie - zmienia się słownictwo (np. płód, embrion zamiast dziecko, człowiek), daje się prawa, a potem stopniowo się je ogranicza (jak w przypadku prof. Chazana - przedmiotem sporu był brak wskazania innego lekarza), wmawia się że klauzule sumienia można stosować tylko w prywatnych praktykach (a przykład przychodni Babka Medica pokazuje, że nawet prywatne poradnie mają problem) . Wszyscy pracownicy medyczni, szczególnie lekarze niezależnie od specjalizacji powinni się zaangażować, bo inaczej będzie za późno.

Czy tęskni Pani za Polską i czy po ostatnich wydarzeniach rozważa Pani powrót do ojczyzny?

Trudne pytanie, ale ja wiem, dlaczego wyemigrowałam. Moją motywacją był rozwój zawodowy w dziedzinie medycyny rodzinnej. W tym momencie trzymają mnie w Norwegii dzieci, które muszą skończyć szkołę. I choć moja sytuacja zawodowa nie jest w tej chwili stabilna, to daje im możliwość kontynuowania nauki tutaj, w Norwegii.

Jak Polacy mogą Pani pomóc?

Trzy rzeczy: modlitwa, informacja, pomoc finansowa. Módlcie się za mnie, bo to jest przede wszystkim walka duchowa, starcie cywilizacji śmierci z cywilizacją miłości. Informacja – przekazywanie prawdy, aby uchronić się przed manipulacjami, trzeba mówić o wartości życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Potrzebuję również wsparcia finansowego. Na stronie Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Lekarzy (Norges Kristelige Legeforening http://nklf.no/samvittighetsfrihet) jest numer konta, na który można wpłacać darowizny. Każda złotówka jest dla mnie ważna. Kilka razy już mi się zdarzyło, że została mi przekazana jakaś kwota, a kilka dni później w Norwegii otrzymywałam kolejne fundusze, które były dosłownie wielokrotnością tej sumy. Działa to trochę na zasadzie wdowiego grosza i dosłownie widać jak Bóg pomnaża każdy najmniejszy dar. Niestety nie mam środków finansowych na całość procesu. Musiałabym sprzedać dom, a tak jak wspominałam – to rodzina jest priorytetem. To nie jest moja prywatna walka. To jest walka o wszystkich lekarzy i kształt medycyny rodzinnej, klauzuli sumienia i wolności sumienia w medycynie.

 

 

 

Newsletter